Moja kolekcja tuszy do rzęs + RECENZJA ulubionych

6/07/2012

Musicie mi wybaczyć moje zamiłowanie do posiadania kolorowych kosmetyków, ale informuję, że na moim blogu pojawi się jeszcze kilka takich perełek w ilości kilka lub kilkanaście sztuk:) Pokazywałam swoją małą kolekcję podkładów, a dziś chcę się pochwalić tuszami do rzęs, których posiadanie sprawia mi ogromną radość i satysfakcję z możliwości ich testowania i oczywiście wystawiania recenzji.
Powiem szczerze, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam tusz do rzęs (hmm był to chyba tusz z Avon, kupiony nie ze względu na potrzebę, ale z chęci sprawdzenia nowości, jaka weszła do katalogu:)) Od dłuższego czasu biorę udział w wielu konkursach kreatywnych, gdzie należy uzasadniać swoje wypowiedzi, przekonać jury do siebie itd. i w ten oto sposób jestem szczęśliwą posiadaczką wielu tuszy do rzęs. Polecam każdemu taką formę sprawdzenia się i zdobywania nowości. Nie zawsze się udaje, ale nigdy nie wolno się poddawać i rezygnować z osiągania wyznaczonych sobie celów - nawet jeśli celem jest nowy tusz do rzęs :)

Od lat jestem wierna tuszą firmy Maybelline New York, a przez moją kosmetyczkę przewinęły się już wszystkie maskary tej firmy. Na dzień dzisiejszy moja kolekcja składa się z kilku tuszy, które pokażę Wam na zdjęciu. Na bieżąco wyrzucam zużyte tusze, aby nie magazynować wszystkiego, ale z natury jestem osobą bardzo niecierpliwą i gdy tylko pojawi się u mnie nowy tusz, od razu go próbuję, nie czekając aż stary się wykończy- stąd u mnie tyle zaczętych, nie skończonych opakowań :) Szczegółowo tusze opiszę, gdy na moim blogu pojawią się o nich recenzję. Dziś tylko pokazuję zarys i opowiem Wam o moich dwóch ulubionych tuszach, które na prawdę warto polecić :)

  • One by One Volume Express cena ok 30 zł
  • One by One SATIN BLACK Volume Express cena ok 30 zł
  • Illegal Lenght cena ok 30 zł
  • the Falsies BLACK DRAMA Volume Express cena ok. 30 zł
  • the Falsies FLARED Volume Express cena ok. 30 zł
  • the Falsies Volume Express cena ok. 30 zł
  • the Collosal 100% BLACK Volume Express cena ok. 30 zł
  • One by One Volume Express cena ok. 30 zł

Ufam marce Maybelline od wielu lat, a do ich tuszy regularnie powracam. Oczywiście nie wszystkie maskary przypadły mi do gustu, są lepsze i gorsze, jak w każdej firmie, ale o plusach i minusach powiem przy każdej recenzji:)

Poza Maybelline, w mojej kosmetyczce znajduje się sporo tuszy innych firm, które testuję, szukając ideału. Moim wcześniejszym numerem jeden był tusz Loreal Lash Architect 4D, którym byłam zachwycona, a większość opinii, jakie na jego temat słyszałam było negatywnych. Dziwne, bo moje rzęsy były w nim zakochane :) Dlatego też po wygraniu jednego tuszu, kupiłam osobiście drugi :) I na drugim opakowaniu się skończyło, bo odkryłam kolejną rewelację, jaką jest maskara Bourjois Volume Glamour MAX DEFINITION (opowiem dziś o niej szczegółowo).


  • Avon, Super Magnify cena ok. 35 zł
  • Avon Super SHOCK (swojego czasu też często wracałam do tego tuszu - uwielbiam tak duże szczoteczki) cena o. 35 zł
  • Loreal Lash Architect 4D (jak już wspomniałam, bardzo lubię ten tusz i moje rzęsy czują dokładnie to samo:)) cena ok. 57 zł
  • Rimmel Lash ACCELERATOR (niestety nie powalił mnie na kolana, jedyny plus, jaki zauważyłam, to, że rzęsy faktycznie z czasem jego stosowania stały się zdrowsze, jakby odżyły, zregenerowały się) cena ok. 30 zł
  • BIKOR (o nim również wspomnę w osobnej notce, bo warto!) cena ok. 45 zł
  • Bourjois Volume Glamour MAX cena ok. 48 zł
  • Bourjois Volume Glamour MAX DEFINITION cena ok. 48 z


I moje trzy najnowsze perełki, które dotarły do mnie kilka dni temu, jeszcze zafoliowane. Kusi mnie, żeby już je otworzyć i wypróbować, ale po raz pierwszy się powstrzymam i tego nie zrobię. Wodoodporną maskarę zostawię sobie na wakacje :)




  • Isa Dora, BIG BOLD- natychmiastowe powiększenie objętości rzęs! cena ok. 60 zł



  • Isa Dora EXTRA VOLUME 100% WATERPROOF (wodoodporna maskara, którą miałam okazje już sprawdzić na wakacjach w zeszłym roku u koleżanki i muszę przyznać, że jest rewelacyjna! Woda w morzu, woda w basenie, deszcz, łzy- nic mu nie grozi, a jednocześnie preparat do demakijażu doskonale i szybko się jej pozbywa z rzęs :)



  • RIMMEL, SCANDALEYES Macara Extreme Black cena ok. 28 zł








Natomiast dziś szczegółowo chcę Wam przedstawić moje dwa ulubione tusze, których obecnie używam. Jeden, firmy Maybelline New York- nowa wersja One by One SATIN BLACK (używam już drugie opakowanie) oraz Bourjois Volume Glamour MAX DEFINITION.


1.  Bourjois Volume Glamour MAX DEFINITION.

Jakiś czas temu udało mi się załapać do wielkiego testowania najnowszej maskary Volume Glamour Max Definition, na jednym z portali internetowych. Po kilkunasto dniowym testowaniu mogę Wam spokojnie napisać, co myślę o tym tuszu do rzęs. 



Czym odróżnia się nowa maskara od pozostałych swoich poprzedników? Według producenta pogrubia nasze rzęsy… 8-krotnie! Owszem pogrubia bardzo ładnie, ale nie wydaje mi się, aby to było 8 krotne pogrubienie- ale mną się nie sugerujcie, ja mam bzika na punkcie rzęs i najchętniej chciałabym takie do brwi i, żeby ich grubość zwiększyła się o 10 razy co najmniej ;)) Myślę, że osoby z cienkimi rzęsami, którym zależy na optymalnym pogrubieniu i podkręceniu będą bardzo zadowolone! 


PLUSY jakie zauważyłam:


  • opakowanie (przekonuje do siebie kobiecym i słodkim różowym kolorem i  smukłym kształtem)
  • ładnie rozczesuje rzęsy, nie sklejając ich (uważam, że minimalne ich sklejenie przy tuszach pogrubiających to standard)
  • posiada dużą, ale miękką szczoteczkę, która mimo swojej wielkości dostaje się do najmniejszych włosków
  • nie kruszy się, nie uczula
  • pogrubia w bardzo zadowalający sposób

MINUSY:


  • bardzo źle się zmywa (ale tego się spodziewałam, ponieważ wszystkie maskary Bourjois źle się zmywają, mimo dobrych płynów do demakijażu). Przez to fatalne zmywanie używam jej sporadycznie, na zmianę z drugim tuszem, mimo, że tak bardzo lubię tą maskarę i moje rzęsy wyglądają po jej zastosowaniu zjawiskowo. Zaznaczam, że używam do demakijażu mleczka GARNIER, które nie ma nigdy najmniejszych problemów ze zmyciem mojego makijażu.
    duża szczoteczka o której wspomniałam dostaje się do wszystkich rzęs, nawet tych najmniejszych, ALE niestety zdarza się jej zostawiać ślady na powiece, lub pod nią ( to chyba nieuniknione przy tak wielkich rozmiarach szczoteczki)

Możecie same zobaczyć efekty na zdjęciu :) 

Moja ocena to 7/10 ponieważ  tak ciężki demakijaż zaważył znacząco na obniżeniu mojej oceny. Pozostałe punkty, jak najbardziej na plus.



 
2. Maybelline, One by One SATIN BLACK




Jeśli mam być szczera- jestem zachwycona tym tuszem!:) Polubiłam klasyczny One by One, chociaż zajęło to trochę czasu, zanim moje rzęsy się do niego przekonały. Klasyczna wersja sprawiała, że bolały mnie oczy podczas malowania, bo szczoteczka była tak twarda, gumowa. Wersja SATIN BLACK jest jeszcze lepsza (albo powinnam powiedzieć- zdecydowanie lepsza:)) Nie wiem, ile w tym wszystkim zasługi odżywki Revita Lash, jaką używam i zauważyłam, że moje rzęsy podczas malowania są bardziej gęste, a ile w tym wszystkim tuszu Maybelline- ale z efektu końcowego jestem bardzo, al. to bardzo zadowolona. 

Na szczoteczce zbiera się większa ilość tuszu, niż w przypadku zwykłego one by One- uważam, ze to plus, bo szczoteczka nie wydaje się być, aż tak twarda. Głęboka intensywna czerń podkreśla pięknie spojrzenie. Rzęsy są długie, gęste. Jedyny minus to fakt, że maskara podczas pierwszych aplikacji trochę skleja rzęsy, ale to standard u Maybelline i wiem, że potrzeba troszkę czasu, aby rzęsy się "oswoiły" z nowym tuszem:)) Jestem na prawdę szczerze pod wrażeniem i mimo złego doświadczenia z twardą szczoteczką, poprzednika One by One, przez którą trochę bolały oczy podczas malowania mogę Wam śmiało polecić ten tusz:)) Cena 30 zł jest również bardzo przystępna i zachęcająca- gwarantuje, nie wyrzucicie pieniędzy w błoto :)

Moja ocena to 9/10 – zawsze daję sobie minimalną granicę, aby odkryć kolejne jej zalety, lub wady:) A poza tym rozpaczam, ze tak szybko się kończy i muszę sięgać po kolejne opakowania:)


PROPONOWANE POSTY:

42 komentarze