Mark BIG & PHENOMENAL VOLUME

10/04/2019

Pomimo tego, że z marką AVON znamy się od wielu, wielu lat, a w swojej ofercie mają sporo kosmetyków do których często wracam, tusze do rzęs były dla mnie wielką niewiadomą. Odkąd pamiętam moje ulubione i sprawdzone tusze oferowała tylko jedna bardzo znzna, popularna firma i pewnie nadal trwałabym przy niej, gdybym nie została skuszona nowościami w katalogu. Po pierwsze design - fajny, wyrazisty i energetyczny limonkowy kolor opakowania, po drugie szczoteczka silikonowa, którą uwielbiam i nie wyobrażam sobie tuszować rzęs żadną inną szczoteczką. Poza tym dobra reklama i obietnica efektu 'wow', a jak wiadomo udany marketing to już połowa sukcesu. Myślę sobie - ok, spróbuję, jest promocja! No i tak oto na moją listę ulubionych tuszy do rzęs wskakuje Avon Mark BIG & PHENOMENAL VOLUME - maskara pogrubiająca. Właściwie w rękach trzymam już czrwate opakowanie, więc jestem pewna, że moja opinia będzie szczera, obiektywna i bez ściemniania :)
 
Fenomenalna objętość i laserowa precyzja - przygotój się na swoje zabójcze spojrzenie! 
"Tusz do rzęs z rewolucyjna szczoteczką, która w połączeniu z pogrubiającym tuszem doda Twojemu spojrzeniu zabójczej mocy! Już w jednej warstwie zwiększy objętość rzęs dzięki głębokim przestrzeniom między włoskami.Ich zwiększona elastyczność precyzyjniej rozdziela rzęsy i równo iernie pokrywa je tuszem od nasady aż po końce. Dodatkowo, specjalna końcówka szczoteczki dociera do dolnych rzęs, zapewniając dokładną aplikację".

Nie mogłam się oprzeć, opis producenta zrobił robotę! A najważniejsze jest to, że opis w 90% przekłada się na efekt. Szczoteczka jest dość wąska i ładnie, równomierie dozuje ilość tuszu, dzięki czemu nie ma mowy o sklejonych rzęsach. Niestety pierwsza warstwa to zdecydowanie za mało, no chyba że zależy Wam na bardzo delikatnym, naturalnym efekcie. Dwie warstwy wystarczą, rzęsy są pięknie rozdzielone i pogrubione, spojrzenie mocno podkreślone i z charakterem. Szczoteczka jest tak wyprofilowana, że możemy kocówką dojść do najmniejszych włosków w kąciku oka bez obaw, że zostawimy na powiece ślad po tuszu. Tusz jest trwały, nie kruszy się w ciągu dnia, nie uczula i nie podrażnia oczu. 

Jedyny minus, jaki dostrzegłam, powtarzający się przy każdym kolejnym opakowaniu to efekt sklejonego oka (hmm ciężko mi określić jednym słowem to zjawisko, ale na pewno wiecie o czym mówię - gdy mocniej zmrużymy oko, mamy wrażenie, jakby powieki się skleiły, były ciężkie, senne). Fakt, jest to uciążliwe, ale jak widzicie można się do tego przyzwyczaić i przy czwartym opakowaniu lekko przymknąć oko na małą wadę, skupić się na plusach i cieszyć efektem :)

____

Tak bardzo spodobało mi się "odkrywanie perełek", że już niebawem na blogu opowiem Wam o moim drugim avonowym odkryciu. Mam dla Was jeszcze jeden pogrubiający tusz, który  równie mocno mnie zachwycił. Czasem warto zaryzykować, skusić się na tańszy model, który ostatecznie okaże się porównywalny, a może nawet lepszy od naszych dotychczasowych ulubieńców. 

Dziewczyny, a jaki jest Wasz ulubiony tusz? Może znajdzie się faworyt w katalogu AVON? :)

PROPONOWANE POSTY:

0 komentarze